Wspomnienia – Zamach na Ratusz – 13 listopada 1918 roku w Poznaniu

Czytelnia, Historia

Zamach na Ratusz – 13 listopada 1918 roku w Poznaniu – wspomnienie

Bohdan Hulewicz

Bohdan Hulewicz (ur. 20 czerwca 1888 w Kościankach, zm. 31 lipca 1968 w Gdańsku) – polski literat, pułkownik dyplomowany piechoty Wojska Polskiego, Powstaniec Wielkopolski. 

Zamach na Ratusz, który miał miejsce 13 listopada 1918 roku w Poznaniu – to akcja będąca bezpośrednim następstwem przejęcia przez Polaków, 11 listopada, władzy w Warszawie. Fakt ten stał się impulsem do chęci przejęcia przez Polaków władzy w lokalnej Radzie Robotników i Żołnierzy (RRiŻ) w Poznaniu. W listopadzie 1918 roku w Wielkopolsce, niestety nadal pod zaborem pruskim, już wrzało. Wszyscy przygotowywali się do walki o niepodległość. Obawiali się, że negocjacje polityczne mogą nie odnieść oczekiwanego skutku – chcieli być gotowi na każdą ewentualność. Wejście w skład Rady dawało olbrzymie możliwości. Między innymi stworzenie formacji wojskowych – Służby Straży i Bezpieczeństwa, w których pod „przykrywką” szkolili się przyszli powstańcy.

Tak ten dzień opisywał Bohdan Hulewicz w swoich wspomnieniach „Wielkie wczoraj w małym kręgu”  opublikowanych przez Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1968 r., a wydrukowanych we fragmentach w Kronice Miasta Poznania, Wspomnienia z Powstania Wielkopolskiego, Wydawnictwo Miejskie, Poznań 2007 r.

… Teraz wypadki potoczyły się w szybkim tempie. Dr [Celestyny] Rydlewski i Adam Piotrowski informują nas o nastrojach w nowo ukonstytuowanej Radzie Robotników i Żołnierzy. Nie ma mowy, aby Rada dobrowolnie przyjęła do swego grona tylu Polaków, ilu obecnie w niej zasiada Niemców. Piotrowski nalega więc, aby nie zwlekać. Postanawiamy: jutro, 13 listopada, o godzinie 17.

Rada Robotników i Żołnierzy urzęduje i odbywa posiedzenia w głównej sali, w starym ratuszu, na pierwszym piętrze, na wprost głównych schodów. Rydlewski dopilnuje, aby wszyscy Niemcy, członkowie Wydziału Wykonawczego RRiŻ, byli obecni; musi jako zastępca przewodniczącego Rady Robotników zwołać posiedzenie na godzinę 16. Wiemy, że [Augusta] Twachtmanna nie będzie – miał wyjechać z Poznania. Paluch za pośrednictwem Wierzejewskiego zmobilizuje uzbrojonych chłopców z Polskiej Organizacji Wojskowej oraz oddział Nogaja, najstarszą, istniejącą od r. 1914, nieliczną zresztą organizację wojskową, składającą się przeważnie z Polaków – dezerterów z armii pruskiej. Ja będę oczekiwał  w specjalnym pokoju „Westy” od godziny 16 na resztę ,zamachowców”: Palucha, Wizę, Andrzejewskiego i Śniegockiego. Paluch będzie odpowiedzialny za udzielenie ścisłych instrukcji, jak mają zachować się bojówki zgromadzone na placu. Harcerze zapewnią łączność między ratuszem a „Westą”. Uzbrojenie: oczekujący na Starym Rynku – karabiny, rewolwery i granaty ręczne; ścisła grupa zamachowców w mundurach żołnierskich bez odznak – tylko rewolwery.

Wiza, o ile Twachtmann i Wydział Wykonawczy RRiŻ nie zgodzą się na żądania zamachowców, które przedłożę ja, ma dyskretnie z okna dać znak bojówkom białą chustką, aby otworzyły ogień choćby w powietrze. Nikt inny poza wyżej wymienionymi oraz bojówkami nie miał być wtajemniczony w planowany zamach.

Dnia 13 listopada od godzinie 16 Paluch i ja, razem z Wizą, Andrzejewskim i Śniegockim, czekamy w pokoju Towarzystwa Ubezpieczeń „Westa” na wiadomość od Piotrowskiego. Zjawia się wreszcie: Rada Robotników i Żołnierzy zgromadzona w komplecie. Przewodniczył doktor Rydlewski, ale za chwilę przewodnictwo obejmie Twachtmann, który właśnie nadszedł. Na Rynku zjawiła się tylko garstka chłopców. Zapewniano, że przyjdzie stu, tymczasem jest ich ze trzydziestu, i to nie wszyscy uzbrojeni. Mimo to ruszamy natychmiast na ratusz! Na posiedzenie wrócę tak samo cicho, jak wyszedłem, nie zwracając niczyjej uwagi. Wyjdźcie stąd dokładnie za dziesięć minut, nie później!

Idziemy ulicą św. Marcina, obecnie Czerwonej Armii, potem aleją Marcinkowskiego. Koło Bazaru skręcamy w Nową, obecnie Paderewskiego. W drodze przyłączył się do nas Stanisław Rybka. Na Rynku melduje ktoś z grupy [Stanisława] Nogaja i od peowiaków:

– Wszystko w porządku. Rozkazy wydane. Czekamy znaku z okna sali posiedzeń.

– A umieścić tam jednego zucha w klatce schodowej na parterze z granatem. Rzuci, gdy usłyszy strzały na Rynku! – rozkazuje Mieczek.

Na pierwszym piętrze zastępuje nam drogę żołnierz niemiecki z karabinem.

– Musimy wejść! – mówię.

– Nein, verboten!

Potężna pięść Palucha między oczy robi swoje.

U Niemców, którzy usłyszeli podejrzany hałas za drzwiami, konsternacja. Zaczynam swoją orację opanowanym, spokojnym tonem:

– Przychodzimy wydelegowani przez żołnierzy Polaków, stacjonujących w garnizonie poznańskim. Wielkie ich rzesze są niezadowolone i rozczarowane. Nie są oni reprezentowani w Radzie Żołnierzy: są traktowani jako żołnierze drugiej klasy. Rządzicie bez nich, sami Niemcy.

– Skąd jesteście? Kto was wysłał? Jakim prawem wtargnęliście na salę? – pyta Twachtmann.

Jeden z członków Rady Żołnierzy, brodaty sekretarz Röder, wtrąca:

– Znam jednego z tych osobników. (Nie wiem do tej pory, kogo miał na myśli; chyba Zygmunta Wizę, który jako jedyny z nas był żołnierzem poznańskiego garnizonu).

Nie dokończył. Paluch zniecierpliwiony gadaniną huknął pięścią w stół na podwyższeniu, za którym stał Twachtmann.

– Dajecie żołnierzom Polakom garnizonu te same prawa, co mają Niemcy, czy nie?

Wiza chyłkiem doskoczył do okna i zamachał białą chustką. Rybka za nim zaczyna wymachiwać swoją. Huk strzałów karabinowych rozlega się silnie wśród murów Rynku. Straszliwa detonacja na klatce schodowej, jakby tuż przed drzwiami wejściowymi. Sypie się tynk, brzęk tłuczonego szkła. Efekt piorunujący.

Ktoś otwiera szeroko drzwi na klatkę schodową. Bucha dym eksplodowanego granatu. Druzgoczące wrażenie na zebranych na sali. Twachtmann, blady jak ściana, trzęsie się, rzuca mi się na szyję. Röder bierze Palucha w objęcia. Bełkoczą jeden przez drugiego:

– Panowie! Bracia! Kochani! Zgadzamy się na wszystko, czego chcecie. Nieporozumienie! Straszne nieporozumienie!

Strzały milkną. Dopiero teraz widzimy, że niektórzy członkowie Wydziału Wykonawczego podczas strzelaniny w panicznym strachu padli na ziemię. Obecnie wstają.

Posiedzenie Wydziału trwa. Twachtmann wraca na swój fotel przewodniczącego i wygłasza dłuższe przemówienie. Mówi płynnie, obrazowo, o tym, że się nie orientował w stosunkach poznańskich. Oczywiście, żołnierzom Polakom tutejszego garnizonu dzieje się krzywda. Stawia wniosek, abyśmy sami zaproponowali, kto z nas ma wejść do Wydziału Wykonawczego Rady Żołnierzy i czy chcemy uzupełnić także i Radę Robotników. Dobry mówca, typu wiecowego.

Stanęło na tym, że do Wydziału Wykonawczego Rady Żołnierzy wchodzą: Paluch, Wiza, Śniegocki i ja jako przewodniczący. W Radzie Żołnierzy pozostaje jak dotąd Adam Piotrowski. Przewodniczącym Rady Robotników zostaje dr Rydlewski, zastępcą Bolesław Marchlewski, redaktor „Kuriera Poznańskiego”. Nad całym zespołem Wydziału Wykonawczego i RRiŻ przewodnictwo obejmuje August Twachtmann, a ja zostaję jego zastępcą. Tak więc oprócz przewodniczącego Niemcy mają w Radzie Żołnierzy sześciu członków, a w Radzie Robotników pięciu członków. Polacy mają w Radzie Żołnierzy pięciu członków (bez Piotrowskiego), a w Radzie Robotników sześciu członków. Razem Rada Robotników i Żołnierzy liczy więc 22 członków: 11 Niemców i 11 Polaków.

Po ukonstytuowaniu się Wydziału Wykonawczego RRiż i załatwieniu kilku pilnych spraw bieżących Twachtmann rozwiązuje zebranie. Rozchodzimy się. My wracamy do “Westy”. Radość! Gratulacje! Zdajemy sprawę Centralnemu Komitetowi Obywatelskiemu.

Mimo pewnej teatralności tego „zamachu” skutki opanowania RRiŻ były dla nas znakomite i natychmiastowe. Centralny Komitet Obywatelski przekształcił się w Naczelną Radę Ludową, która wyłoniła Komisariat NRL działający jawnie. Mimo, że formalnie najwyższą władzą w Poznańskiem był Wydział Wykonawczy RRiŻ, Komisariat NRL stał się namiastką rządu, tymczasowym zakulisowym rządem. Wydział Wykonawczy RRiŻ legalizował jego posunięcia, a jego dezyderatom nadawał formę dekretów.

My wojskowi, członkowie Rady Robotników i Żołnierzy, nie mieliśmy żadnych ambicji rządzenia. Omawialiśmy nasze posunięcia w RRiŻ z Komisariatem NRL, a z drugiej strony byliśmy jego organem wykonawczym. Samodzielność wykazywaliśmy w pracy wojskowej i polityczno-wojskowej. Formowanie własnych sił zbrojnych uważaliśmy za zadanie najważniejsze i najpilniejsze. Paluch działał na terenie Poznania, ja natomiast próbowałem koordynować działania organizacyjno-wojskowe na terenie całego Poznańskiego…

Zamach miał miejsce w budynku Nowego Ratusza, który dziś już nie istnieje. W jego miejscu (masywny trzypiętrowy gmach o spadzistym dachu w centrum kadru) stoi odbudowana po II wojnie światowej Waga Miejska (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 1-U-4974-1, domena publiczna)

 

Polecane artykuły

Polska Kokarda Narodowa

W symbolice międzynarodowej najważniejszym znakiem identyfikującym państwo w gronie innych jest herb państwowy. Herb to znak utworzony z godła umieszczonego w polu tarczy herbowej.

czytaj dalej