Wybuch Powstania Wielkopolskiego – 27 grudnia 1918 roku – wspomnienie

Czytelnia, Historia

27 grudnia 1918 roku – Wybuch Powstania Wielkopolskiego – wspomnienie

Karol Rzepecki

Karol Rzepecki (ur. 21 czerwca 1865 w Poznaniu, zm. 14 grudnia 1931 w Poznaniu) – księgarz, działacz społeczny i polityczny, redaktor „Sokoła”, poseł na Sejm I kadencji w II RP, członek Naczelnej Rady Ludowej w 1918 roku,, komendant Straży Ludowej w Poznaniu, pierwszy polski prezydent policji poznańskiej, Powstaniec Wielkopolski. 

Listopad i grudzień 1918 roku w Poznaniu i w Wielkopolsce to czas szczególny. Z jednej strony – to czas oczekiwania na decyzje polityczne, które miały zapaść na odległych salonach międzynarodowych. Z drugiej – czas gorączkowych przygotowań do odzyskania wolności we własny sposób. Nikt nie spodziewał się, że właśnie 27 grudnia 1918 roku sprawy przybiorą taki obrót. 

Tak ten czas opisywał Karol Rzepecki w “Powstanie grudniowe w Poznaniu”, które wydał własnym nakładem w 1919 roku, a które w opracowaniu prof. Janusza Karwata wydrukowane zostało we fragmentach w Kronice Miasta Poznania, Wspomnienia z Powstania Wielkopolskiego, Wydawnictwo Miejskie, Poznań 2007 r.

“… W końcu grudnia Polacy mieli siedem odwachów w rękach Straży Ludowej, gdzie nagromadzono wiele broni. Posiadali forty Raucha, Prittwitza, koszary 47. pułku, składnicę artylerii, gdzie kompanie polskie Straży Służby i Bezpieczeństwa były panami sytuacji.

Wigilia i pierwsze święto Bożego Narodzenia 1918 r. minęły spokojnie.

Ignacy Jan Paderewski wśród osób witających go na dworcu w Poznaniu 26.12.1918r.

W czwartek 26 grudnia przyjechał do Poznania z Gdańska Ignacy Paderewski! Władze i ludność polska pragnęły przyjąć tego męża i towarzyszącą mu misję angielską w sposób uroczysty. Podjęto uchwałę o wywieszeniu sztandarów koalicyjnych prócz narodowych, urządzeniu manifestacji z pochodniami, pochodu dzieci i rozmaitych bankietów. W Berlinie tymczasem uradzono, aby Paderewskiego i oficerów misji angielskiej nie wpuszczać do Poznania, lecz wysłać ich przez Toruń wprost do Warszawy. Niemiecka władza wojskowa w Poznaniu otrzymała depeszę nakazującą, aby gości traktować „grzecznie, ale energicznie” – nie wpuścić ich do miasta i wysłać pociągiem nadzwyczajnym przez Aleksandrów do Warszawy.

Miasto tymczasem wre i kipi z podniecenia! Olbrzymi szpaler młodzieży, skautów, towarzystw, cechów, Straży Ludowej ciągnie się od dworca do Bazaru. Dziesiątki tysięcy ludzi czeka poza szpalerem na przyjazd ukochanego męża i patrioty; w Bazarze zbierają się władze z dr [Bolesławem] Krysiewiczem i prezydium NRL na czele, panny w bieli z kwiatami zapełniają hall, polskie kompanie czuwają w koszarach, a pluton Stanisława Rybki dociera do dworca, aby ewentualnie przemocą wprowadzić gości do miasta. Straż Ludowa zebrała 860 ludzi z bronią we wskazanych punktach, a 1180 bez broni ustawiła w szpalerze; towarzystwa i cechy postawiły 1750 ludzi, młodzież – 850; ogólnie udział wzięło 4640 ludzi. Prawie całe miasto było na nogach.

Wieczorem o godzinie 7.30 ukończono ustawienie szpaleru; rozdano przeszło trzy tysiące pochodni i światła bengalskie. Organizator Straży Karol Rzepecki z kolegami patrolują od dworca do Bazaru i z powrotem. O godzinie 8 pięciu Niemców oficerów chce wtargnąć na dworzec, legitymując się depeszą z Berlina. Komendant Straży Ludowej i całego pochodu, Julian Lange, nie wpuszcza oficerów na dworzec; [Stanisław] Grodzki i [Edmund] Krausesą gotowi gwałt odeprzeć gwałtem na czele swych kompanii. Nareszcie przez Piłę, Oborniki, z półgodzinnym opóźnieniem przyjeżdżają państwo Paderewscy wraz z Anglikami.

Tłum olbrzymi! Entuzjazm nie do opisania! Na dworcu gasną wszystkie światła, ale za to zabłysły tysięczne pochodnie. W otoczeniu gości – [Wojciech] Korfanty; występują dr [Czesław] Meissner, dr [Celestyn] Rydlewski i prawią przywitania; wsiadają do powozów i w otoczeniu Rady Ludowej miasta Poznania, cechów, towarzystw itd. jadą stępem do miasta. Krocząc miarowo, uroczyście i wolno, poprzedza ich do Bazaru zbrojna kompania straży z Langiem i pluton St. Rybki. Kapela gra hymny narodowe. Anglików do hallu wnieśli żołnierze na barkach; dziwno im było, że z takim entuzjazmem witali ich ludzie w mundurach niemieckich! Dr Krysiewicz wita Paderewskiego, Korfanty Anglików; odpowiada Rawlings. Potem przemówił Paderewski, głosząc program Polski wolnej, szczęśliwej, wielkiej, ludowej! Z okna wygłosił raz jeszcze przemowę do tysięcznej rzeszy. Najwyższe napięcie. Sława!! Niech żyje!!

U mecenasa [Jarogniewa] Drwęskiego prezydenta miasta, odbył się bankiet; przemawiali gospodarz, [Władysław] Seyda Paderewski, Korfanty i dr Rydlewski. Stolica Wielkopolski ułożyła się do snu, nie przewidując, co ją czeka nazajutrz.

W piątek 27 grudnia w południe 12 tysięcy dzieci pod opieką Straży Ludowej przedefilowało z pieśnią na ustach przed oknami państwa Paderewskich i Anglików.

Przemarsz ulicami miasta dzieci z polskimi symbolami narodowymi – 27.12.1918r.

To doprowadziło Niemców do wściekłości, a zarazem do czynów nierozważnych. Na podwórzu koszar 6. pułku grenadierów zebrali się hakatyści i uczniaki. W zwartym pochodzie – z nabitą bronią – wyruszyli do centrum miasta. Reakcyjni oficerowie byli prowodyrami. Napadli na dom i biura NRL przy ulicy św. Marcin 40, zdarli, zdeptali sztandary ententy, zdemolowali sprzęty, uczynili to samo u krawca Czerwińskiego przy ulicy 27 Grudnia (Berliń 20) i w kawiarni „Grand Cafe” Goralskiego przy placu Wolności 18, przy czym oficerowie pukali z browningów i rewolwerów.

Opuściwszy po godzinie 4 zebranie naczelników Straży Ludowej, któremu przewodniczyłem, aby się przebrać we frak i czynić honory na bankiecie w Bazarze, otrzymałem na Piekarach telefoniczne wezwanie o pomoc, albowiem „Niemcy szturmują i demolują Bank Związku” przy Alejach. Natychmiast telefonowałem do kilku odwachów Straży Ludowej i do naczelnej komendy, aby gromadzić kompanie, wydawać broń i spieszyć w centrum miasta z pomocą. Już poprzednio zwołał druh Józef Tucholski zebranie, a naczelnicy w liczbie kilkunastu rozbiegli się na swoje odwachy po ludzi i broń. Wśród huku karabinów i świstu kul dostałem się do Bazaru.

Już w południe dnia tego odgrażał się Blankertz'” wobec Rybki i [Hieronima] Grześkowiaka, że każe policji i wojsku usunąć angielskie chorągwie. W tym samym czasie żołnierze niemieccy urządzali zbiórki na placu i przed teatrem i szczuli na Polaków. Panowicz, Gniewoński są tego żywymi świadkami, a nauczycielka L. doniosła, że o godzinie 12 w południe mieli Niemcy w Zoologu zebranie, gdzie wręcz zachęcano do gwałtów. Grzmi Deutschland über alles, Wacht am Rhein – walą Niemcy od zamku przez ulice Wiktorii i Berlińską do Bazaru, do Banku Związku, by zakosztować w burdach i grabieży! W Banku Związku strzelili do jednego z dyrektorów, demolowali jednak krótko, bo ich wyparto i drzwi zatarasowano; gdy wyszli na ulicę, otrzymali ogień od strony Bazaru. W mig zebrała się Straż Ludowa na odwachach i stanęła pod bronią. Z Wildy przybyli Franciszek Masadyński i Antoni Wysocki z kompanią i rozwinęli się przed Bazarem; do nich przyłączył się Stanisław Rybka, zastępca komendanta Maciaszka, który przebywał w Bazarze. Potrójna polska salwa tej kompanii zmiotła wszelkich Niemców z placu Wolności i Alei, zmiotła ich sprzed Banku Związku; pochowali się w budynkach: Hotelu Rzymskim, muzeum, policji, landszafcie i na poczcie. Lange, zachowując dowództwo kompanii Straży Ludowych przed Bazarem, starał się o łączność z innymi kompaniami, kazał zamknąć wyloty ulic Podgórnej i Alei przy kościele św. Marcina i gromadził posiłki. W Bazarze natomiast.. chaos! W dolnej sali stoły nakryte na 120 osób… puste! Służba, kobiety przerażone; przynoszą rannych; lekarze opatrują w bocznym pokoju. Przepuszczamy ludzi uciekających z placu przez salę i podwórze na ulicę Kozią – ogółem ze 300 ludzi przesunęło się gęsiego poprzez stoły. W salce, w sieni setki ludzi; wojskowi z cywilnymi; Maciaszek, Korfanty, Lange, Rybka, Wysocki radzą co czynić, co nakazać. Jan Chłapowski, Daniel Kęszycki, Włodzimierz Raczyński ze Stajkowa ranny w zaszczytnej walce ulicznej w Czarnkowie, który już był z własnych funduszy przygotował kulomioty i karabiny w swym powiecie, i inni obywatele z prowincji. M. Paluch, B. Hulewicz wpadają co chwilę, badają położenie, wybiegają, by wydać rozkazy lub samym czynnie walczyć. A było nad czym radzić, bo znajdowało się wówczas w Poznaniu i promieniu fortecznym około 15 tysięcy pruskiego żołdactwa. Odpowiedzialność nie lada.

Bankiem Związku został ranny w rękę intendent Straży Ludowej Józef Pyszczyński kiedy bronił od śmierci oficera pruskiego, który strzelał do banku. Tenże Pyszczyński pobiegł do masztalarni i z szoferem [Julianem] Maciejewskim pojechał po broń; gdy spostrzegł, że na zamku i przy ulicy Wrocławskiej (Zielona Kawiarnia) broń cała już rozdana. Pojechał do baraków przed Bramą Dębińską; tam otrzymał ogień od pionierów wildeckich, którzy dążyli do miasta. Niezrażony, dopada do baraków, biorąc karabiny i amunicję. Z pomocą Józefa Smolińskiego i Matejczyka nawraca jeszcze dwa razy i rozdaje tę broń między lud przy ulicy Wrocławskiej, przy Rynku i na Chwaliszewie. Zabrawszy z W. Stroińskim na odwachu w Rynku kulomiot i posławszy obsadę odwachu po przekonywającej przemowie do ich koszar, pojechał do fortu Raucha, skąd przywiózł ręczne granaty do Bazaru. Dalej udał się do depot artylerii i stamtąd, grożąc urzędnikom browningiem, zabrał dwa tysiące karabinów i zawiózł je do Bazaru i muzeum.

Tymczasem walki rozpoczęły się także na przedmieściach. Straż Ludowa ze św. Łazarza zdobyła 27 grudnia forty: 8, 8a i 9, zabrała około 30 jeńców, saperów, wiele granatów ręcznych, amunicji i przyborów wojennych. Na Jeżycach, na Wildzie, przy zamku, na Chwaliszewie, wszędzie strzelanina. Kubiak z 2. kompanią Straży Bezpieczeństwa zajmuje prochownię przy szosie swarzędzkiej. Naprzeciwko zamku ulokowali się Niemcy w landszafcie, na poczcie i w domu naprzeciw akademii i prażyli ogniem na nasz odwach zamkowy, zabarykadowany w zamkowych sklepach. Kompanie POWZP i Straży Ludowej idące z Jeżyc i Łazarza pryskały pod celnym ogniem Prusaków i musiały zamek okrążać.

Na placu Piotra szedł ogień gwałtowny z wieżyc kościoła luterskiego i wyższego piętra narożnika Piekar. Tutaj odznaczyli się kapral Skałecki i szeregowiec Płoch, biorąc do niewoli oficera Niemca, który zabił strzałem z browninga Polaka. Niemcy bowiem w nocy poprzedniej obsadzili gmachy publiczne, rządowe, kościoły i strategicznie ważne domy prywatne, zamieszkałe przez ich rodaków. Michał Pawlak zawozi broń z fortu Raucha i przyległych szop do składnicy POWZP przy Wielkich Garbarach 53. Stołpiński i Talarczyk z 3. kompanii Straży Bezpieczeństwa dążą koło zamku do miasta; 2. pluton zostaje przy zamku jako pomoc dla odwachu Straży Ludowej; 3. pluton dąży do Bazaru. Tymczasem wyruszyła jeszcze do miasta 1. kompania Straży Bezpieczeństwa pod Edmundem Krausem i Kazimierzem Walkowiakiem z fortu Prittwitza. Otrzymawszy ogień z policji u wylotu ulicy Nowej nawróciła i przez Nową, Rynek, koło poczty przez Fryderykowską dostała się na Teatralną, skąd wzięła także udział w odebraniu policji. Przed Bazarem ppor. [Zygmunt] Łakiński nakazuje zamknąć [Tadeuszowi] Przyjemskiemu ponownie ulicę Podgórną i Aleje od św. Marcina, aby zabezpieczyć tyły tym, którzy mają uderzyć na policję.

 Tymczasem zjawia się o godzinie 6 w Bazarze, w przedsionku portiera Bazaru, Blankertz, decernent policji, i proponuje zawieszenie broni; stawia warunek, aby Polacy broń wydali, a wówczas Prusacy wrócą do koszar. Halas, wrzask; obskoczyło go z 50 ludzi, a każdy wtrąca swoje trzy grosze. Maciaszek, Paluch, Hulewicz, Sikorski Lange, Rybka, Łakiński, Korfanty ledwo się mogą opędzić od cywilnych strategów, genialnych doradców, redaktorów i gości bankietowych. Stanęło na tym, że Anglik Rawlings i kilku innych udało się z Blankertzem do gubernatorstwa, by uzgodnić warunki zawieszenia broni.

Komenderujący generał pruski przyznał, że stracił władzę nad wojskiem, a gen. Schimmelpfennig oświadczył, że tu nie Polska, lecz Prusy i że sztandarów ententy wywieszać w Prusach nie wolno! Wracający do Bazaru ułożyli się – mimo rzekomo zerwanych pertraktacji – że obie strony zaprzestaną walki, a wojsko wróci do koszar.

Było już po godzinie 7, gdy Niemcy z policji rozpoczęli ogień na nowo; Blankertz albo zdradził, albo stracił władzę nad swymi żołdakami. Teraz przebrała się miarka polskiej cierpliwości. Rozesłano rozkazy. Od strony zamku przedarł się 3. pluton z 3. kompanią i 7. kompania Straży Bezpieczeństwa pod ppor. [Stefanem] Witkowskim na ulicę Berlińską; od Teatralnej wali 1. kompania Straży Bezpieczeństwa, od Bazaru podchodzi wildecka Straż Ludowa i kompania Łakińskiego Straży Bezpieczeństwa. Prusacy prażą z kulomiotów i karabinów tak rzęsiście, że dostęp na plac przed policję jest prawie niemożliwy. Ale 3. pluton z 3. kompanii z druhem Franciszkiem Ratajczakiem na czele przebija się do ulicy Rycerskiej; tu pada Ratajczak rażony dziewięcioma kulami i ginie śmiercią bohaterską; przy nim kilku rannych. 

Walki przy gmachu policji (Leon Prauziński)

Czesław Wichrowski, były nauczyciel, starzec, pali z trójrurki do oświetlonego okna policji, gdzie stal kulomiot, zabija dwóch żołdaków i ratuje od śmierci rannego Aleksandra Stawskiego. Umieściwszy w sieni rannego Ratajczaka, posyła dlań po księdza. [Stanislaw] Nogaj, [Władysław] Metler, Pijanowski wpadają na stojący przed policją drugi kulomiot, Prusacy zabierają go i uciekają do wnętrza, by bronić się dalej. Jest ich około 80. Z narożnika ulicy Rycerskiej, z mieszkania [Mieczysława] Grzybkowskiego, prażą peowiacy do Prusaków  stojących w oknach. Jest wielu rannych, kilku zabitych. Wreszcie przybywają Lange, Rybka i czterech żołnierzy, wołając: „Halt! Halt!”. Wchodzą do wnętrza policji, by Prusaków wezwać do złożenia broni. Około 300 Polaków stoi na placyku policyjnym, gotowych do ataku; wydano rozkaz do szturmu, gdyby Lange i Rybka po kilku minutach nie wyszli; narada się przeciągała – nasi już rozpoczęli ogień – gdy wtem Lange swym stentorowym głosem kazał z okna ognia zaprzestać i ogłosił poddanie się Niemców. Poszli pod eskortą, bez nabojów, do koszar; w budynku znaleziono dwa kulomioty, osiem pasów wystrzelanych, 50 i kilka karabinów. Policja zdobyta! Zwycięstwo!

Już poprzednio wzięli Polacy muzeum o wpół do szóstej wieczorem, a przyczynili się do tego Aleksander Ratajczak (otworzył bramę wytrychem), [Leon] Blaszak, Jan Kalinowski, Jan Kąkolewski, Nelken, Franciszek Masadyński, Roman Wilkanowicz, [Franciszek] Milewski i inni. Na dachu muzeum St. Nogaj umieścił później kulomiot zdobyty przed gmachem policji.

Arsenał przy Wielkich Garbarach został także cudem zajęty przez [Franciszka] Budzyńskiego i Emiliana Materné, którzy mając auto ciężarowe i kulomiot, szerzyli postrach w całym mieście, nie mając więcej jak 20 ludzi pod sobą. Pomogli im przy tym Edmund Krause i Józef Kurczewski tak skutecznie, że w bardzo krótkim czasie rozdano między lud rzemieślniczo-roboczy tamtej dzielnicy kilka tysięcy karabinów, bagnetów, wiele amunicji i przyborów wojskowych.

Tymczasem Straż Ludowa zajęła pocztę na przedmieściu łazarskim. Zamek utrzymywał ciągle w naszych rękach Seweryn Rutkowski z półkompanią Straży Ludowej i sypał kulami na Prusaków dzierżących pocztę i nową landszaftę. Odwach główny na Rynku został pod komendą druha Juliana Maciejewskiego, dając pomoc do Bazaru i w stronę dolnej dzielnicy miasta.

Około godziny 8 wieczorem zapanował w centrum miasta względny spokój. Kompania kórnicka (120 ludzi), która wśród zmierzchu i mrozu przybyła około 6 na podwórze Bazaru pod dowództwem Stanisława Celichowskiego i Sylwestra Gawrycha – na pomoc druhom poznańskim, podnosząc znacznie ducha walczących – została zakwaterowana częściowo w Bazarze, gdzie urządzono jadłodajnię pod Adamem Chłapowskim i [Edmundem] Niemojewskim, a częściowo w koszarach. Gęste patrole uliczne, posterunki na odwachach i załogi- na zdobytych punktach pilnowały bezpieczeństwa w ustawicznej gotowości do walki. Tymczasem w Bazarze odbywa się skromny bankiet, a goście, z których zaledwie połowa się stawiła – w tym kilkanaście pań – mieli dość zwarzone miny. Paderewscy, przeniesieni z pokojów frontowych, gdzie padały kule, do pokojów odległych, nie stawili się. Anglik Wade przemówił krótko, dziękując za owacje i… wyszedł pisać raport. Pomęczeni oficerowie Paluch, Hulewicz, [Zbigniew] Ostroróg-Gorzeński szybko posilili się i zniknęli, udając się do dalszej pracy. Po godzinie 9 goście się rozeszli. Tymczasem nadeszły złowrogie wieści, że Niemcy wysyłają posiłki z Leszna, Frankfurtu i Szczecina, aby Poznań odebrać, względnie zabezpieczyć. Zwrócono więc baczną uwagę na dworzec. Jako pierwszy wkroczył na dworzec oddział maszynowy pod komendą kaprala Kowalewskiego w sile 40 ludzi. Później, około 9.30 przybył sierżant [Stanisław] Krystkowiak z 60 ludźmi z kompanii Grodzkiego (z fortu Prittwitza). Zaufany doniósł mu, że telefonem awizowano z Leszna posiłki 500 ludzi. Niemcy nadjechali około 0.30 w nocy na drugi tor. Rozbrojono ich pod groźbą granatów i kierownictwem Krystkowiaka i Rajewskiego, ówczesnego komendanta dworca. Zabrano 500 karabinów z bagnetami, pasy z ładownicami, amunicje i odstawiono to wszystko do Bazaru. Jeden z zuchów złowił oficera Niemca wracającego z Ukrainy i odebrał mu 160 tysięcy marek. O godzinie 2 w nocy Niemcy odjechali Iżejsi z powrotem do Leszna i Wschowy.

O tej samej porze nadjechał rzeczywiście drugi pociąg towarowo-wojskowy z Krzyża. Przejęto 10 kulomiotów, cztery skrzynie ręcznych granatów, podczas gdy ręczną broń odebrano Niemcom już wcześniej w Szamotułach. Na dworcu ustawiono zaraz sześć kulomiotów na dalsze przywitanie nieproszonych gości; resztę odesłał komendant Lange do Bazaru. Od zachodu (Frankfurtu i Berlina) przybywających Niemców powstrzymali nasi pod wodzą kapitana [Kazimierza] Zenktelera“ w Opalenicy i Buku, a odebrawszy im broń, odesłali hołotkę tę do domu.

Tak tedy pierwszego dnia walki byliśmy panami całego Starego Miasta. W ręku naszym były: Bazar (Jan Maciaszek, Stanisław Rybka), muzeum (Jan Kalinowski, Henryk Beychler), policja (Julian Lange), zamek (Seweryn Rutkowski), dworzec (Rajewski, [Stefan] Różalski, Przepierzyński), prochownia przy szosie swarzędzkiej, odwach Raczyńskiego w Rynku (Julian Maciejewski), koszary 20. pułku artylerii (Maksymilian Kozłowski), reduta Grolmana (Wierzejewski, Tomaszewski), fort Raucha (Edmund Krause), fort Prittwitza (Stanisław Grodzki), dalsze wszelkie odwachy Straży Ludowej na Wildzie (Antoni Wysocki), Jeżycach (Franciszek Lauffer), Chwaliszewie (Antoni Jahns), Łazarzu (Chudziak), stacja telegraficzna (Karwatka). W gubernatorstwie rządzili już [Hieronim] Grześkowiak, [Mieczysław] Paluch, [Bohdan] Hulewicz, [Bronisław] Sikorski i całe grono wojskowych Polaków im podległych. Nie uroniliśmy niczego, a wykurzyliśmy Prusaków z kilku strategicznie ważnych gmachów. Wojsko niemieckie struchlało, bo nie przewidziało takiego wyniku i siedziało cicho przez noc całą aż do południa w koszarach.

Gdyby tej nocy Komisariat lub [Jan] Maciaszek mógł lub umiał zwołać na naradę przedstawicieli Straży Ludowej, POWZP, Straży Bezpieczeństwa i skautów gdyby można było skoordynować dążenia i pogodzić wszelkie rozbieżne dotąd kierunki, a stworzyć po rzeczowej dyskusji, zbadaniu sytuacji i słabości Niemców jednolitą komendę, natenczas mógł być Poznań oswobodzonym po 24 godzinach. Uzyskana wiara w siebie i w pomoc z prowincji poniosłaby znaki nasze w krótkim czasie ponad Bałtyk i sine fale Odry! Niestety, nie było Kołłątajów miedzy nami ni Czarnieckich, Kościuszków, Napoleonów – nasz Komisariat nie znał siły militarnej Niemców. Dlatego też nie chciał brać na siebie strasznej odpowiedzialności. Zdenerwowanie komendantów, nieufność, współzawodnictwo, brak szczerości, zmęczenie były powodem, że nikt nie dał inicjatywy do „porządnej roboty”, do stworzenia „wodza i sztabu”. I wojowaliśmy dalsze dziewięć dni, każdy na swoją rękę z uszczerbkiem dla całości sprawy!! Na razie – zwyciężyliśmy: w największym napięciu nerwów oczekiwał każdy z nas następnego rana.

W sobotę dnia 28 grudnia rozpoczęły obie strony walczące od samego rana pracę swą od wywiadów i wzmocnienia stanowisk. …”

 

Wieści o walkach w Poznaniu rozniosły się po całej Wielkopolsce. Wszędzie rozpoczęły się potyczki z Prusakami. Powstanie było bowiem przygotowywane. Bo wszędzie już wrzało i choć szykowano się na późniejszy termin, to okoliczności spowodowały, że wybuchło właśnie w tym momencie. Na początku – jak to widać ze wspomnień, Karola Rzepeckiego, który 31 grudnia mianowany został, przez Radę Ludową, tymczasowym prezydentem policji w Poznaniu, wszystko działo się spontanicznie i na początku dość chaotycznie. W wielu miejscach udało się wykorzystać element zaskoczenia, w wielu Prusacy bronili się zaciekle. Ale nie było już możliwości, by to zatrzymać. Wola odzyskania niepodległości była zbyt silna i doprowadziła do zwycięstwa. Powstanie Wielkopolskie przyniosło oczekwany efekt – zrzucenie niewoli pruskiej.

Polecane artykuły

Polska Kokarda Narodowa

Polska Kokarda Narodowa

W symbolice międzynarodowej najważniejszym znakiem identyfikującym państwo w gronie innych jest herb państwowy. Herb to znak utworzony z godła umieszczonego w polu tarczy herbowej.

czytaj dalej