Wspomnienia z Powstania Wielkopolskiego – Zdobycie Ławicy

Czytelnia, Galerie, Historia

Powstanie Wielkopolskie – Zdobycie Ławicy (6 stycznia 1919 roku)

Fragment relacji Kazimierza Ciążyńskiego

Kazimierz Ciążyński (1894 – 1951) – w listopadzie 1918 r. wstąpił do Polskiej Organizacji Wojskowej zaboru pruskiego; związany był z tzw. grupą Mieczysława Palucha. W walkach na ulicach Poznania 27 grudnia 1918 r. nie uczestniczył, był wtedy urlopowany. Jednak już następnego dnia zameldował się do dyspozycji M. Palucha. W okresie 30 grudnia 1918 – 14 stycznia 1919 był Dowódcą 15 Pułku Ułanów Poznańskich (pomijany w wykazach dowódców Pułku – formalnie nigdy tego stanowiska nie pełnił) – był przecież jego faktycznym organizatorem i do czasu pozostawania w szeregach, najstarszym oficerem). 

Fragment wspomień Kazimierza Ciążyńskiego o  zdobyciu Ławicy w styczniu 1919 roku zebrał  i opracował Tadeusz Fenrych w artykule “O zaczątkach armji wielkopolskiej” opublikowanych w Roczniku Związku Weteranów Powstań Narodowych R. P. 1914/19 w Poznaniu Cz.1: Z dziejów walk o niepodległość. Rozprawy i szkice. (w zbiorach Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu)

 
O wydarzeniach dotyczących akcji na Ławicy tak pisał:

 

… Dnia 4-go stycznia wieczorem zebrało się kilku zasłużonych oficerów pod dowództwem ppor. Mieczysława Palucha w Gubernatorstwie, dzisiejszej Komendzie Miasta, celem obrad nad zabraniem Ławicy. Byli tam: ppor. Kopa, Zakrzewski, Ciążyński, Nieżychowski, Maryński, Łakiński, Jasnoch i kilku innych. Po opracowaniu planu oddano dowództwo akcji w ręce ppor. Andrzeja Kopy.

Do akcji stawił ppor. Kopa około trzysta bagnetów, ppor. Nieżychowski 2 polowe armaty, ppor. Ciążyński około 50 konnych do osłony artylerii, ewentualnego pościgu i jako ordynansów. Atak rozpoczął się dnia 5-go stycznia 1919 r. punktualnie o 6-ej rano.

Batalion piechoty garnizonowej, leżał wówczas w białych i czerwonych koszarach artylerii polowej. Dowódcą batalionu był ppor. Piniecki. Adiutant batalionu kapral Wysocki, obecnie kapitan. Batalion liczył około 300 ludzi.

Wice-wachmistrz Nieżychowski Kazimierz z dwoma polowymi armatami.

Ppor. Ciążyński z 50 konnymi strzelcami.

Doktór Wierzejewski, później gen. lekarz, z całym aparatem sanitarnym.

Sztab, składający się z dowódcy ppor. Kopy, oraz ppor. Palucha, Łęgowskiego, Łakińskiego, Jasnocha i kilku innych.

Wojsko wymaszerowało z koszar o godz. 2-ej w nocy, idąc drogą obok strzelnic wojskowych w kierunku wsi Ławica. Szpicę miała 2 komp. pod dowództwem Brycha, który osobiście szedł na czele. Artyleria i sztab maszerowały w środku kolumny marszowej. Kawaleria posuwała się tymczasem inną drogą celem zabezpieczenia od północy. Niemcy spodziewając się każdej nocy ataku, ciągle oświetlali teren reflektorami, lecz nie zauważyli piechoty w marszu. Po drodze pół kompanii Brycha obsadziło folwark Edwardsfelde, (Edwardowo) celem zabezpieczenia i obsadzenia telefonu u niemieckiego właściciela. Reszta batalionu maszerowała dalej na zachód aż do zachodniego krańca lotniska, w okolicę t. zw. Trompeterwaldchen. Na zachodnim stanowisku wydał ppor. Kopa rozkazy operacyjne, 1 i 2 komp. miały atakować od zachodu południa, 3 i 4 komp. od zachodu północy. Atak miał się odbyć równocześnie z dwóch stron i to na umówiony sygnał. Nieżychowski ze swymi armatami stanął na t. zw. Berlińskim wzgórzu, jakie 800 m od stacji. Strzelcy konni stanęli trochę dalej wstecz, szukając krycia w rowie. Dowódca ppor. Kopa, w otoczeniu ppor. Palucha i innych oficerów stanął przy artylerii. Do swej dyspozycji miał przy sobie 6 strzelców konnych Ciążyńskiego.

Po zajęciu pozycji posłał ppor. Kopa do głównej bramy lotniska, 4-ch konnych jako parlamentariuszy. W tej chwili zaczęli Niemcy oświetlać teren rakietami, co umożliwiło Nieżychowskiemu dokładne bezpośrednie nacelowanie armat. Jedną armatę skierowano na wieżę stacji, drugą na mieszkanie lotników. Akcja miała się rozpocząć dopiero po powrocie parlamentariuszy, którzy mieli poprzednio zawezwać Niemców do poddania się. Tymczasem dojechali konni do bram lotniska. Na nieszczęście puścił karabin niemieckiego posterunku, koń się spłoszył, jeździec spadł i dostał się w ręce Niemców, a trzech innych jeźdźców galopowało z powrotem do polskiej linii. Piechota polska, słysząc strzał i widząc konia bez jeźdźca, rozpoczęła bez rozkazu ogromną strzelaninę. Parlamentariusza polskiego wciągnęli Niemcy do wewnątrz i poprowadzili przed oberleutnanta Fischera, który w ogromnym uniesieniu oświadczył mu, że go każe rozstrzelać, gdyż jest “paskudnym franctireurem”.

Dowódca akcji ppor. Kopa chciał po pierwszych strzałach piechoty rozpocząć ogień artylerii. Nieżychowski wzbraniał się, twierdząc, że trzeba odczekać powrotu parlamentariuszy lub jednego z konnych jego towarzyszy, którzy o mało co nie zginęli w ogniu własnej piechoty. Gdy jednak Niemcy ze swej strony zaczęli odpowiadać gęstymi strzałami z karabinów maszynowych, dał salwę. Skutek był dobry, gdyż na kilka sekund ogień niemiecki przycichł. Jeden z kanonierów wystrzelił jeszcze bez rozkazu w stronę budynków. Strzały padły dobrze i co do miejsca i co do czasu; gdy bowiem oberleutnant Fischer właśnie kategorycznie oświadczył: “Ich denke gar nicht daran mich zu ergeben”, padły dwa pociski w klatkę schodową, a odłamki granatów i gruzy uderzyły w drzwi pokoju Fischera. Ten zbladł i krzyknął: “Um Goteswillen, Artillerie habt ihr auch, wir wollen keinen Krieg, wir ergeben uns”. A gdy parlamentariusz oświadczył, że to 15 cm moździerze tak biją, skapitulował. Natychmiast rozległy się w całych koszarach trąbki sygnałowe. Trębacze trąbili jak na sądzie ostatecznym “das Ganze halt” (stój). Jeszcze przed końcem walki uspokoił Nieżychowski dwoma strzałami na odległość 600 m dwa niemieckie karabiny maszynowe, po czym wróciła artyleria do swych koszar przy ul. Solnej. Zwycięska piechota wkraczała, idąc półkolem na lotnisko. Niemcy bez broni stanęli uszykowani w szeregach. Ze wkraczającym wojskiem szedł i ppor. Paluch, dowódca gubernatorstwa. Ten spostrzegł, że dwóch żołnierzy odprowadzało oberleutnanta Fischera gdzieś za szopy. Zawołał na nich, pytając, co chcą robić? Wzburzeni tłumaczyli, że Fischer chciał wszystkich Polaków powiesić i że mu się kulka należy. Paluch zapobiegł temu doraźnemu sądowi. Fischera odstawiono automobilem do Nacz. Rady Ludowej, która po odebraniu słowa honoru umieściła go w Rzymskim Hotelu.

Po polskiej stronie był jeden zabity i trzech rannych, po niemieckiej stronie poległ jeden oficer, jeden szeregowiec, kilku ludzi było rannych. Załoga niemiecka liczyła jakie 250 ludzi. Ogromną zdobycz ceniono na 200 milionów marek.

Komendę w Ławicy objęli natychmiast podporucznicy Pniewski i Stempniewicz, a jedna komp. batalionu ppor. Pinieckiego pozostała jako załoga.

Około 9-tej wracał batalion piechoty w triumfie do Poznania. Maszerował przez Plac Wolności, Stary Rynek z powrotem do swych koszar. Za batalionem maszerowali do niewoli pobrani Niemcy, których odstawiono na Kernwerk (Cytadela).
Był to ostatni etap oswobodzenia Poznania.

Pomimo że zdobycie Ławicy nie należało do walk frontu północnego, tylko do walk o Poznań, wspominamy o nim, ponieważ ilustruje we wielkiej mierze stosunki ówczesne i przedstawia nam osobistości i oddziały, które wszystkie odnajdziemy później na naszym froncie. Lwią część zwycięstwa miała tu artyleria i piechota.

Aż do 9-go stycznia organizował Ciążyński dalej swoje szwadrony, które w zrosły tymczasem do siły 500 szabli. Niestety nie wstępowali jeszcze oficerowie do kawalerji. Mimo to był to pierwszy pułk jazdy wielkopolskiej…

Galeria

Polecane artykuły

Polska Kokarda Narodowa

Polska Kokarda Narodowa

W symbolice międzynarodowej najważniejszym znakiem identyfikującym państwo w gronie innych jest herb państwowy. Herb to znak utworzony z godła umieszczonego w polu tarczy herbowej.

czytaj dalej